"Ogień i woda" Victoria Scott

Sam pomysł na książkę uważam za całkiem ciekawy, być może niezbyt oryginalny, ale mimo wszystko ciekawy. I w sumie to wszystkie zalety tej książki, które mogę wskazać z czystym sumieniem. Spodziewałam się powieści o sympatycznej i gotowej na wszystko dziewczynie, która pragnie tylko, aby jej brat wyzdrowiał. A co otrzymałam? Niedowartościowaną małolatę, niezdrową miłość, bohaterów o niskim poziomie IQ, zepsuta narracja oraz znęcanie się nad zwierzętami.


Zacznijmy, zatem od początku.

Tella Holloway, bo tak nazywa się główna bohaterka, jest osobą, która bardzo skupia się na swoim wyglądzie. I w sumie nie byłoby w tym nic złego, gdyby nie fakt, że jest ona w stanie znienawidzić kogoś nie znając tej osoby, gdy ta wygląda lepiej niż ona. Tella jest powierzchowna i nieraz zdarza się jej oceniać po wyglądzie. Dodatkowo uważa, że jeśli ktoś ma piegi to z pewnością ich nienawidzi tak jak ona swoich.

Przejdźmy teraz do wątku, który uważam, że jest pozbawiony sensu, czyli miłości dwójki głównych bohaterów, czyli Telli i Guya. Dlaczego uważam, że nie ma on racji bytu? Uważam tak, ponieważ przez ponad połowę książki Tella po prostu boi się Guya. Jej uczucia zmieniają się podczas ich 2-godzinnych rozmów w środku nocy. Byłoby to o tyle ciekawe, gdyby autorka opisała te rozmowy i to jak jej uczucia się przeistaczają. Jednak tak nie jest. Autorka zmianę (choć nie 100%) uczuć i rozmowy bohaterów streszcza w około 10 zdaniach, nie pozwalając przy tym, aby Guy zdobył sympatię także czytelników. Dodatkowo Tella jest ślepo zakochana w Guya i poświęca mu większość swoich myśli i to nawet chwili największego zagrożenia i gdy myśli, że zaraz zginie.

Pora na IQ bohaterów. Rozumiem, że autorzy czasem zaniżają poziom IQ bohaterów pobocznych, aby przy nich główny bohater tudzież bohaterowie wydawali się mądrzejsi. Nie mam temu nic przeciwko, gdy jest to zrobione w nienachalny sposób. Jednak autorka tej książki tego nie potrafi. Większość decyzji podejmuje w powieści Guy i ma to jakieś uzasadnienie w dalszej fabule, ale nie mogę uwierzyć, że reszta bohaterów bezkrytycznie się zawsze z nim zgadza. Dla przykładu: Guy mówi, żeby zostawić plecaki, które uważa za zbyt jaskrawy, aby inni zawodnicy nie mogli ich tak łatwo namierzyć. Grupa wyjątkowo niezbyt przekona ulega decyzji Guy i wędrują przez pustynie (!) bez plecaków, a tym samym bez namiotów. Co jest bardzo głupie, ponieważ w nocy na pustyni temperatura spada. W wyniku czego bohaterowie rozpalają w nocy ognisko i są jeszcze bardziej widoczni dla przeciwników, z czego najwyraźniej nie zdają sobie sprawy. Eh... a wystarczyłoby tylko postarać się jakoś ubrudzić te plecaki, aby je w ten sposób zakamuflować...

Przyszła teraz pora na to, aby rozprawić się z narracją. Zazwyczaj nie zwracam nią zbyt wielkiej uwagi, ale w tym przypadku strasznie mnie ona irytowała. Autorka wybrała do swojej powieści narrację pierwszoosobową. Na pozór nie ma w tym nic złego, a jednak. Przez większość książki nic się nie dzieje, a więc i relacje Telli są wiarygodne i nie przeszkadzają. Problem pojawia się wtedy, gdy zaczyna się coś dziać, choćby jakoś walka czy ucieczka. Tella jest w stanie idealnie opisać w tych momentach to, co dzieje się wokół niej, a także to, co robią jej koledzy. A nie powinna być w stanie. Wyobraźcie sobie, że atakuje was napastnik, walczycie. Czy jesteście wtedy stanie obserwować co robi wasz kolega? Nie, nie jesteście w stanie, ponieważ skupiacie się wtedy na tym, aby pokonać napastnika.

Na sam koniec został wątek, który najbardziej mnie denerwował w całej powieści, czyli na pandory. Pandory są to genetycznie zmodyfikowane zwierzęta, które zostały skonstruowane tak, aby słuchać właścicieli i pomóc im w wygraniu wyścigu. GENETYCZNIE ZMODYFIKOWANE ZWIERZĘTA. Naukowcy stworzyli pandory modyfikując DNA różnych gatunków zwierząt i za nic w świecie nie uwierzę, że nie ucierpiało przy tym żadne zwierzę. Pandory są żywymi stworzeniami, które jak wynika z treści książki mają uczucia. Ponadto pandora ma obowiązek słuchać swojego właściciela i pomóc wygrać mu wyścig za wszelką cenę. Nawet jeśli samo miałoby zginąć. Powtórzę: pandory muszą się poświęcić i nie mają na to żadnego wpływu. Nie zapominajmy pandory są żywymi stworzeniami. Odczuwają one także pragnienie i głód, mimo, że nie może to ich zabić. Wyobraźcie sobie to, że jesteście śmiertelnie głodni i usychacie z pragnienia, ale musicie ustąpić jedzenie i wodę swojemu właścicielowi, aby ten miał szanse wygrać wyścig. Cierpicie i wasze cierpienie nie będzie miało końca, dopóki wasz właściciel nie zaspokoi swoich potrzeb. Pod warunkiem oczywiście, że wasz właściciel was poczęstuje lub pozwoli wyruszyć na polowanie. Najgorsze jednak w tym wszystkim jest to, że autorka nie do końca zdaje sobie z tego wszystkiego sprawy. Dla niej pandory to zwierzęta, które mają popchnąć fabułę do przodu i wybawiać bohaterów z wszelkich kłopotów. Pandora ex machina.



Na zakończenie cytacik ze strony 255. Są to myśli Telli o Guya.
Chciałabym go zranić. Tylko odrobinę. Żeby zobaczyć, czy krwawi. A potem pocałować tam, gdzie boli, żeby przestało.

Ktoś jeszcze uważa, że jest to zdrowy związek?

Ocena: 2/10

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz