Sam pomysł na książkę uważam za całkiem ciekawy, być może
niezbyt oryginalny, ale mimo wszystko ciekawy. I w sumie to wszystkie zalety
tej książki, które mogę wskazać z czystym sumieniem. Spodziewałam się powieści
o sympatycznej i gotowej na wszystko dziewczynie, która pragnie tylko, aby jej
brat wyzdrowiał. A co otrzymałam? Niedowartościowaną małolatę, niezdrową
miłość, bohaterów o niskim poziomie IQ, zepsuta narracja oraz znęcanie się nad zwierzętami.
Zacznijmy, zatem od początku.
Tella Holloway, bo tak nazywa się główna bohaterka, jest
osobą, która bardzo skupia się na swoim wyglądzie. I w sumie nie byłoby w tym
nic złego, gdyby nie fakt, że jest ona w stanie znienawidzić kogoś nie znając
tej osoby, gdy ta wygląda lepiej niż ona. Tella jest powierzchowna i nieraz
zdarza się jej oceniać po wyglądzie. Dodatkowo uważa, że jeśli ktoś ma piegi to
z pewnością ich nienawidzi tak jak ona swoich.
Przejdźmy teraz do wątku, który uważam, że jest pozbawiony
sensu, czyli miłości dwójki głównych bohaterów, czyli Telli i Guya. Dlaczego
uważam, że nie ma on racji bytu? Uważam tak, ponieważ przez ponad połowę
książki Tella po prostu boi się Guya. Jej uczucia zmieniają się podczas ich
2-godzinnych rozmów w środku nocy. Byłoby to o tyle ciekawe, gdyby autorka
opisała te rozmowy i to jak jej uczucia się przeistaczają. Jednak tak nie jest.
Autorka zmianę (choć nie 100%) uczuć i rozmowy bohaterów streszcza w około 10
zdaniach, nie pozwalając przy tym, aby Guy zdobył sympatię także czytelników.
Dodatkowo Tella jest ślepo zakochana w Guya i poświęca mu większość swoich
myśli i to nawet chwili największego zagrożenia i gdy myśli, że zaraz zginie.
Pora na IQ bohaterów. Rozumiem, że autorzy czasem zaniżają
poziom IQ bohaterów pobocznych, aby przy nich główny bohater tudzież
bohaterowie wydawali się mądrzejsi. Nie mam temu nic przeciwko, gdy jest to zrobione
w nienachalny sposób. Jednak autorka tej książki tego nie potrafi. Większość
decyzji podejmuje w powieści Guy i ma to jakieś uzasadnienie w dalszej fabule,
ale nie mogę uwierzyć, że reszta bohaterów bezkrytycznie się zawsze z nim
zgadza. Dla przykładu: Guy mówi, żeby zostawić plecaki, które uważa za zbyt
jaskrawy, aby inni zawodnicy nie mogli ich tak łatwo namierzyć. Grupa wyjątkowo
niezbyt przekona ulega decyzji Guy i wędrują przez pustynie (!) bez plecaków, a
tym samym bez namiotów. Co jest bardzo głupie, ponieważ w nocy na pustyni
temperatura spada. W wyniku czego bohaterowie rozpalają w nocy ognisko i są
jeszcze bardziej widoczni dla przeciwników, z czego najwyraźniej nie zdają
sobie sprawy. Eh... a wystarczyłoby tylko postarać się jakoś ubrudzić te
plecaki, aby je w ten sposób zakamuflować...
Przyszła teraz pora na to, aby rozprawić się z narracją.
Zazwyczaj nie zwracam nią zbyt wielkiej uwagi, ale w tym przypadku strasznie
mnie ona irytowała. Autorka wybrała do swojej powieści narrację
pierwszoosobową. Na pozór nie ma w tym nic złego, a jednak. Przez większość
książki nic się nie dzieje, a więc i relacje Telli są wiarygodne i nie
przeszkadzają. Problem pojawia się wtedy, gdy zaczyna się coś dziać, choćby
jakoś walka czy ucieczka. Tella jest w stanie idealnie opisać w tych momentach
to, co dzieje się wokół niej, a także to, co robią jej koledzy. A nie powinna
być w stanie. Wyobraźcie sobie, że atakuje was napastnik, walczycie. Czy
jesteście wtedy stanie obserwować co robi wasz kolega? Nie, nie jesteście w
stanie, ponieważ skupiacie się wtedy na tym, aby pokonać napastnika.
Na sam koniec został wątek, który najbardziej mnie
denerwował w całej powieści, czyli na pandory. Pandory są to genetycznie
zmodyfikowane zwierzęta, które zostały skonstruowane tak, aby słuchać
właścicieli i pomóc im w wygraniu wyścigu. GENETYCZNIE ZMODYFIKOWANE ZWIERZĘTA.
Naukowcy stworzyli pandory modyfikując DNA różnych gatunków zwierząt i za nic w
świecie nie uwierzę, że nie ucierpiało przy tym żadne zwierzę. Pandory są
żywymi stworzeniami, które jak wynika z treści książki mają uczucia. Ponadto
pandora ma obowiązek słuchać swojego właściciela i pomóc wygrać mu wyścig za
wszelką cenę. Nawet jeśli samo miałoby zginąć. Powtórzę: pandory muszą się
poświęcić i nie mają na to żadnego wpływu. Nie zapominajmy pandory są żywymi stworzeniami. Odczuwają one także
pragnienie i głód, mimo, że nie może to ich zabić. Wyobraźcie sobie to, że
jesteście śmiertelnie głodni i usychacie z pragnienia, ale musicie ustąpić jedzenie
i wodę swojemu właścicielowi, aby ten miał szanse wygrać wyścig. Cierpicie i
wasze cierpienie nie będzie miało końca, dopóki wasz właściciel nie zaspokoi
swoich potrzeb. Pod warunkiem oczywiście, że wasz właściciel was poczęstuje lub
pozwoli wyruszyć na polowanie. Najgorsze jednak w tym wszystkim jest to, że
autorka nie do końca zdaje sobie z tego wszystkiego sprawy. Dla niej pandory to
zwierzęta, które mają popchnąć fabułę do przodu i wybawiać bohaterów z
wszelkich kłopotów. Pandora ex machina.
Na zakończenie cytacik ze strony 255. Są to myśli Telli o Guya.
Chciałabym go zranić. Tylko odrobinę. Żeby zobaczyć, czy krwawi. A potem pocałować tam, gdzie boli, żeby przestało.
Ktoś jeszcze uważa, że jest to zdrowy związek?
Ocena: 2/10

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz